| Strona główna | Wspomnienia | Zdjęcia |
20.02.1968 - 10.04.2010

Mieliśmy zaszczyt znać kogoś wybitnego, takiego naprawdę wielkiego, wybijającego się wysoko, wysoko ponad przeciętność, mieliśmy też szczęście mieć przyjaciela, takiego który zawsze wyciągnie rękę i pomoże wstać kiedy życie powali na kolana. Niestety Jego życie zatrzymało się w połowie drogi. Katyń po raz drugi zabrał najlepszych...

Gosia, żona Pawła, poprosiła żeby przygotować stronę internetową o Pawle. Tylko jak zrobić stronę o Takiej Osobie i niczego nie pominąć... Wskazówką dla nas są słowa Gosi o śladach pozostawianych przez Pawła w życiu każdego z nas.

Przyjacielskie pożegnanie Pawła Wypycha w gronie najbliższych na Hetmańskiej

Non omnis moriar - nie wszystek umrę - zostaje nie tylko pamięć, ale i świadomość obecności. Pan Paweł jest jak dawniej - tylko  zajęty gdzie indziej.

Spotkałem człowieka - właśnie pana Pawła, którego zauważyłem podczas mojej pracy kapłańskiej wykraczającej nieco poza zakres posługi parafialnej. 


Była to pewna inicjatywa przygotowująca młodzież policealną do pracy zawodowej. Porozumieliśmy się bez słów, nie wiedziałem wówczas, że spotkali się dwaj wychowankowie tej samej szkoły. Nasze wspólne korzenie tkwiły w harcerstwie, gdzie braterstwo i wyjście ku drugiemu człowiekowi to normalna postawa. Spotykaliśmy się w różnych sytuacjach wielokrotnie, np. na dorocznych świątecznych Życzeniach w Urzędzie Pracy na Grochowie, a szczególnie na otwarciu dobudowanego pawilonu. Zobaczyłem, jak zjawia się dostojnik, uśmiechnięty, prosty, z każdym się witający - w środowisku i znany mi Pan Paweł Wypych. 

Mówimy często o powołaniu lekarskim, pielęgniarskim, kapłańskim, zakonnym i innych, które są w służbie człowiekowi. A czym była służba Pana Pawła? Wiedział, że nikt nie żyje dla siebie, nie umiera dla siebie, wszystko jest dla Boga. Ponadto wybrał służbę Ojczyźnie, Państwu. Przepraszam Pana, Panie Pawle za te patetyczne  słowa, które nie  mieściły się w Pana słowniku.  Postawa i przykład, jakimi Pan promieniował na każdej placówce, urzekały i pociągały według zasady: verba docent egzempla trahunt.

Zawsze  u Pana godne miejsce zajmowała własna rodzina, żona Małgorzata, dzieci: Zuzia i Krzyś, rodzice: Teresa i Jan, teściowie: Elżbieta i Janusz, a także sprawy społeczne, zaangażowanie w pomoc  potrzebującym. Nieobca Panu była umiejętność przewidywania i myślenia daleko do przodu. W postawie Pana Pawła całe zaangażowanie społeczne wypływało z prawdy ewangelicznej, drogi ku Bogu przez posługę człowiekowi. "Cokolwiek czynisz jednemu z tych braci najmniejszych..."

W czasie pożegnania zaprzyjaźnionego kolegi z Kancelarii Pana Prezydenta, Władysława Stasiaka mówiono, że należał do wspaniałych  urzędników III RP i cytowano jego słowa wypisane na pamiątkowym obrazku: "Dla Polski warto pracować" i że one pozostaną dla nas wszystkich zobowiązującym testamentem. 

O Panu Pawle można powiedzieć to samo jak o przyjacielu z jednej ławy, że na posterunku w służbie dla Polski warto pracować, dla Polski warto żyć, a  stało się, że dla Polski można umrzeć. Nikt nie ma większej miłości od tej, gdy ktoś życie  swoje oddaje  za sprawę. Pan Paweł nie umarł, ale odszedł jak żołnierz na wieczną wartę, by dalej służyć. 

Pani Małgorzato, Pani Tereso - mamo Pana Pawła, dzieci kochane, Pani Elżbieto z Januszem, jesteśmy współuczestnikami Waszego cierpienia i cierpienia, jakie przeżywa cały nasz kraj. Zadajemy sobie pytania i stajemy przed nietykalną i nieodkrytą tajemnicą, która nurtowała też Jana Pawła II, tego, który sam także cierpiał. Napisał on "dokument o cierpieniu" oraz "List do Ludzi Starych", w którym podejmuje i zgłębia problem  życia w jego kruchości, przemijaniu, trudzie i łasce cierpienia. Na 5 lat przed jego odejściem do Pana, byłem w Castel Gandolfo, prosiłem o błogosławieństwo dla budującego się Domu Seniora i wówczas zaskoczony, zauważyłem żywe zainteresowanie poruszoną przeze mnie tematyką. Mocno przeżyłem ówczesny długi dialog z Papieżem na temat starości i odchodzenia. Życie to też tajemnica, która zmienia się, ale się nie kończy, często teraz jestem w kontakcie z JPII, myślę, że Pan, Panie Pawle nie odmówi mi kontaktu ze sobą w sprawach społecznych, Panu bliskich.

Panie Pawle, uczył Pan swoją postawą, że  Ojczyznę trzeba budować na skale, trwałym fundamencie, jakim są wiara, jedność społeczna i miłość wzajemna. W pamięci historycznej oddał Pan najwyższy wyraz miłości w posłudze braciom pomordowanym w Katyniu. Dziś my chylimy czoła przed Panem i całą gromadą bliskich, którzy zamiast w Katyniu wylądowali bezpośrednio w niebie, aby tam za nami  orędować. 

Przyjaciele nasi wylądowali w tym samym dniu co przed 5 laty JPII, w wigilię Święta Bożego Miłosierdzia, by spotkać się tam z nim po drugiej stronie czasu. Jest to jednocześnie 10 rocznica wyniesienia na ołtarze Siostry Faustyny, apostołki, której Pan polecił głosić Miłość Przebaczającą - Miłosierdzie, łaskę łagodzącą Bożą Sprawiedliwość. Czytamy na obrazie "Jezu Ufam Tobie" i patrzymy na Jezusa Zmartwychwstałego, z którego serca wypływają dwie smugi promieni: blada to jest woda, która usprawiedliwia i czerwona oznaczająca krew dającą życie. 

Opatrzność Boża daje nam co jakiś czas, bolesny, trudny materiał   do przepracowania, przemyślenia i zastosowania w życiu. Jest nim między innymi społeczna potrzeba jedności, życzliwości i współdziałania. Widzieliśmy to po tragicznej katastrofie 10 kwietnia, widzieliśmy 5 lat temu na pogrzebie JPII i w 1979 roku podczas wizyty Papieża w Polsce i modlitwy do Ducha Świętego oraz w latach następnych poprzez Solidarność. Jeszcze wcześniej był okres okupacji i opór przeciwko najeźdźcy  w kraju i na świecie. Znowu jeszcze wcześniej rok 1920 i zwycięska Bitwa Warszawska. Tę jedność i jej siłę widzieliśmy wiele razy.  Dzisiaj  proszę Pana Pawła, by ostatnie zjednoczenie w bólu nie było chwilowe, by wnioski z historii i potrzeby kraju skutecznie przemówiły nie tylko do serc, ale do umysłów oraz zdecydowanej woli nas wszystkich. Na ołtarzu Ojczyzny złożono najwyższą ofiarę - obyśmy ją wykorzystali dla sprawy najbliższej sercu tych wszystkich, którzy ją złożyli.

Tekst kazania, wygłoszonego przez Ks. harcmistrza Stefana Wysockiego podczas mszy w domu zakonnym Zgromadzenia Sióstr Matki Bożej Miłosierdzia w dniu 25 kwietnia 2010 roku.

 

WSPOMNIENIA


Jeśli chcesz się podzielić swoimi wspomnieniami o Pawle Wypychu lub dysponujesz zdjęciami - napisz na adres: wspomnienia@pawelwypych.pl