| Strona główna | Wspomnienia | Zdjęcia |
20.02.1968 - 10.04.2010

Mieliśmy zaszczyt znać kogoś wybitnego, takiego naprawdę wielkiego, wybijającego się wysoko, wysoko ponad przeciętność, mieliśmy też szczęście mieć przyjaciela, takiego który zawsze wyciągnie rękę i pomoże wstać kiedy życie powali na kolana. Niestety Jego życie zatrzymało się w połowie drogi. Katyń po raz drugi zabrał najlepszych...

Gosia, żona Pawła, poprosiła żeby przygotować stronę internetową o Pawle. Tylko jak zrobić stronę o Takiej Osobie i niczego nie pominąć... Wskazówką dla nas są słowa Gosi o śladach pozostawianych przez Pawła w życiu każdego z nas.

Potrafił rozświetlać rzeczywistość wtedy, kiedy stawała się mroczna

Na swojej dość już długiej drodze zawodowej spotkałam mnóstwo osób - tych zwyczajnych, tych uwikłanych w różne problemy, bezradnych mających pretensje do losu i pomocy społecznej, wielu intersariuszy oraz osoby niezwyczajne, wyjątkowe. Taką osobą był Dyrektor Paweł Wypych.  
         

Dyrektor - bo w takiej roli zawodowej, a często myślę, że i życiowej znałam Go najlepiej. Czułam jego obecność także wtedy, kiedy służył w administracji rządowej i następnie w Kancelarii Prezydenta, ale były to relacje mgliste, nienazwane. Był inny!. Nie miałam wcześniej doświadczeń z pracy z takim zwierzchnikiem. Rzeczowy, inteligentny, młody, błyskotliwy, charyzmatyczny, dowcipny, bardzo ambitny, przerażająco kompetentny, konsekwentny.
 
Rodzina była dla Niego najwyższą wartością. Pamiętam dzień, w którym podczas służbowego, krótkiego jak zawsze spotkania dzielił się radością z oczekiwania na drugiego potomka...
 
Wytwarzał dystans  w kontaktach, pewnie był mu do czegoś potrzebny albo wynikało to z Jego osobowości. Ten dystans niczego nie utrudniał. Nie zakłócał komunikacji, ani nie zniekształcał rzeczywistości. Praca, którą wykonywał zawsze była Jego pasją. Tym mi imponował, ponieważ ja pojmuję pracę podobnie. Odważnie łamał stereotypy. Imponował także odwagą. Pokazywał, że warto sięgać po niekonwencjonalne rozwiązania. Był świetnym organizatorem, każda z Jego koncepcji przynosiła oczekiwane rezultaty. Był zwolennikiem najprostszych rozwiązań - takich, które gwarantowały dobry efekt. Takie podejście przyniosło konkretne owoce warszawskiej pomocy społecznej. Miał jej ugruntowaną wizję, którą konsekwentnie realizował. Posiadał niezwykłą intuicję - która wspierała Jego profesjonalizm. Umiał trafnie oceniać wpływ makrootoczenia na sektor pomocy społecznej. 
 
Był sprawny. Działał szybko i skutecznie. Pamiętam dzień, kiedy udałam się do Pana Dyrektora po kradzieży samochodu służbowego. Dla Ośrodka Pomocy Społecznej to wielka strata. Jeszcze przedstawiłam okoliczności tego zdarzenia, kiedy sięgnął po  telefon i podjął działania. Oniemiałam.... Przecież tak nie działa się w administracji, naznaczonej regulacjami prawnymi i procedurami. 
 
Potrafił też rozświetlać rzeczywistość wtedy, kiedy  stawała się mroczna. Miał nieprawdopodobne wyczucie. Doświadczyłam tego, wówczas kiedy Dyrektor zupełnie niespodziewanie wręczył mi nagrodę z okazji Dnia Pracownika Socjalnego dla całego Ośrodka Pomocy Społecznej Dzielnicy Żoliborz m.st. Warszawy - w sytuacji szczególnej - On wiedział, jak bardzo potrzebowałam wówczas takiego gestu. Wiedział lepiej niż niektórzy spośród tych, którzy powinni wiedzieć...To prawda, zawsze pracownicy byli dla Niego ważni. Bronił nas przed całym światem, choć potrafił jednocześnie wymierzać zasłużone kary... ale to pozostawało wśród nas... w zawodowej rodzinie. Na co dzień tylko chwalił... przed władzami lokalnymi, mediami... 
 
Będąc w innych, nowych rolach zawodowych, wciąż pamiętał o środowisku warszawskiej pomocy. Pewnie byliśmy dla Niego ważni! Choć  o tym nie mówił. Wyrażał to inaczej... Zadbał np. o zaszczytne wyróżnienia dla grupy przedstawicieli warszawskiego sektora pomocy społecznej z okazji Dnia Pracownika Socjalnego. Miałam to szczęście tam być - w Pałacu Prezydenckim i otrzymać z ręki Pana Ministra złoty krzyż zasługi, ale ważniejszych od tego medalu było kilka ciepłych słów, uścisk dłoni i znaczące spojrzenia, którymi nas obdarzył. Mówił wtedy o randze zawodu pracownika socjalnego, jego specyfice a przede wszystkim o tym, jakie ma znaczenie społeczne. To było ostatnie spotkanie, w dobrym stylu, jakby pożegnalne...Nikt z nas jednak tego nie mógł wówczas wiedzieć. Przecież przeżylibyśmy je inaczej...
 
Pewnie dobrze, że nie wiemy, które ze spotkań są ostatnimi. Obiecujemy sobie w takich chwilach jak ta, że będziemy każde traktować jak ostatnie, ale zazwyczaj przytłaczająca rzeczywistość nie daje takiej szansy. Dlatego na stronie internetowej umieszczamy wspomnienia traktując je jak ostatnie pożegnanie, jak szansę na wyrażenie niewypowiedzianej wdzięczności jak hołd...! 
 
To dobrze, ponieważ "nie wszystko umiera..."
 
Anna Wiśniewska-Mucha
Dyrektor Ośrodka Pomocy Społecznej Dzielnicy Żoliborz m.st. Warszawy

WSPOMNIENIA


Jeśli chcesz się podzielić swoimi wspomnieniami o Pawle Wypychu lub dysponujesz zdjęciami - napisz na adres: wspomnienia@pawelwypych.pl