| Strona główna | Wspomnienia | Zdjęcia |
20.02.1968 - 10.04.2010

Mieliśmy zaszczyt znać kogoś wybitnego, takiego naprawdę wielkiego, wybijającego się wysoko, wysoko ponad przeciętność, mieliśmy też szczęście mieć przyjaciela, takiego który zawsze wyciągnie rękę i pomoże wstać kiedy życie powali na kolana. Niestety Jego życie zatrzymało się w połowie drogi. Katyń po raz drugi zabrał najlepszych...

Gosia, żona Pawła, poprosiła żeby przygotować stronę internetową o Pawle. Tylko jak zrobić stronę o Takiej Osobie i niczego nie pominąć... Wskazówką dla nas są słowa Gosi o śladach pozostawianych przez Pawła w życiu każdego z nas.

"Martuś, może od początku..."

Trudno zacząć pisać wspomnienia o kimś, kto odegrał w czyimś życiu tak wiele ról - harcerz, dyrektor, kolega, przyjaciel. Paweł powiedziałby, zapewne z tym swoim specjalnym uśmieszkiem, "Martuś, może od początku...".

Nasza znajomość zaczęła się w roku 1994 na obozie harcerskim. Małgosia ubłagała Pawła, aby zabrał na AKRĘ, troszkę dziwną 9-osobową drużynę harcerek z Otwocka. Może pomógł nam fakt, że Paweł urodził się w Otwocku, ale pewnie była to po prostu zwykła, harcerska otwartość. 

Nie miał z nami łatwo. Ogromne zdziwienie na widok naszych "nieregulaminowych" mundurów czy pomoc w pierwszej dla nas, mocno żenującej pionierce, to tylko niektóre kwestie. Kiedy zbudowałyśmy półkę na książki, Paweł stwierdził, że jeśli ta półka ma być krzywo to bardziej mu odpowiada, aby kierunek przechyłu był w prawo a nie w lewo. Na szczęście miałyśmy ze sobą nalewkę z mięty, która zamazała wszystkie nasze niedoskonałości. 
 
Na tym obozie miałam 15 lat, a Paweł był dla mnie "staaaarym" człowiekiem, który codziennie rano siadał przed namiotem w komendzie z herbatą i obowiązkową gazetą. 
 
Długo mogę wspominać o Pawle jako harcerzu, którego gawędy przy ognisku przeszły do historii, i który potrafił stworzyć rodzinną atmosferę na ponad stuosobowym obozie. 
 
Na szczęście swoim entuzjazmem zaraził innych, którzy kontynuowali zgrupowanie AKRA.

Kiedy w 2000 roku spotkaliśmy się na kolejnym"zjeździe dinozaurów", zaproponował mi pracę w sekretariacie Warszawskiego Centrum Pomocy Rodzinie. W pierwszym dniu pracy miał do mnie jedną prośbę - abym nigdy nie proponowała mu "kawusi". 
 
Paweł nie był typowym urzędnikiem. Pracował szybko, co bardzo mi odpowiadało, chociaż musiałam przyzwyczaić się do Jego stylu rozmowy telefonicznej. 
 
Mimo szerokiej wiedzy jaką posiadał często korzystał z doświadczenia swoich pracowników. Doceniał to, że mógł się od nich czegoś nauczyć, i że czasem sprowadzali na ziemię Jego pomysły zmian warszawskiej pomocy społecznej. 

Później przeszliśmy razem do Urzędu Miasta do Biura Polityki Społecznej. 
 
Początki były dziwne (my - "obcy", kilka osób z Biura Zarządu na Miodowej i kilka osób z Gminy Centrum na Niecałej). Dzięki dużym zdolnościom organizacyjnym Pawła dość szybko ukształtował się zgrany zespół. Atmosfery jaka powstała w naszym Biurze zazdrościli nam inni. Wspólne imprezy i gra w siatkówkę scementowała naszą znajomość na zawsze. 
W BPS zawsze się coś działo. Nie było dnia, abym nie miała zapisanej długiej listy osób, które prosiły o spotkanie z dyrektorem Wypychem. Na moje szczęście Paweł zawsze chętnie spotykał się z ludźmi i próbował im pomóc. 
 
Na trudnego, krzykliwego klienta miał niezawodny sposób - im bardziej ktoś podnosił głos, tym On mówił ciszej. Zawsze skutkowało. 

Oczywiście nie zawsze było kolorowo. Sprawa, która nas oddaliła od siebie na kilka miesięcy jest teraz mało ważna. Ważne jest to, że zdążyliśmy sobie wszystko wyjaśnić i przeprosić, choć wiem że nie było łatwo.

Ostatnie nasze kontakty to grupowe spotkania przy piwie w starym, "miejskim" gronie. Niezmiennie mogliśmy liczyć na barwne opowieści Pawła (ministra) z wielu wizyt w kraju i zagranicą. Paweł zawsze dopytywał się o losy swoich byłych pracowników z BPS. Interesowali go wszyscy i wiem, że z niektórymi utrzymywał kontakty. 

Jestem pewna, że wiele osób które nie znało Pawła, a przeczytało te wszystkie wspomnienia napisane przez Jego przyjaciół i znajomych, będzie żałowało, że nie było im dane spotkać Go i posłuchać jak opowiada swoje ulubione, liczne historie. 

Myślę, że na wiele osób Paweł miał wpływ, kształtował poglądy, inspirował do działania. Wierzę, że to oddziaływanie pozostanie w nas na zawsze. 
 
We mnie na pewno. Dziękuję...

Marta Parzych

WSPOMNIENIA


Jeśli chcesz się podzielić swoimi wspomnieniami o Pawle Wypychu lub dysponujesz zdjęciami - napisz na adres: wspomnienia@pawelwypych.pl